
no właśnie tadeusz działa należycie, to ja się potwornie zapuściłam i pozwoliłam narosnąć plikom, emocjom, słowom, wydarzeniom... muszę rozwałkować bo uwiera. a
to maj głównie się spiętrzył. maj nie maj. tego roku ten miesiąc nie zasłużył na imię maj... to z braku słońca, z nadmiaru wody i zamyśleń nad szarym dniem i co z nim. a ja od zarania na baterie słoneczne stąd zaniedbanie, niesubordynacja i rozkawałkowanie. a tedek ze mną umknął po kątach. zatem:
jest początek czerwca, słońce świeci, wokół lata puch topoli, tadziu mówi i mówi, jest coraz doroślejszy
a w nocy ukradli mi rower.
po zastanowieniu, w trakcie żałoby po mojej gazeli, zdaje się, że to dobry moment by wydobyć się z nadmiaru nawarstwienia.
to tytułem wstępu (tłumaczenia):
tadek zaczął mówić więcej i więcej. ba, konstruuje zdania i odmienia, co mu się wcześniej tylko przytrafiało.
rano już nie mówi do nas: "oćcie", tylko "oćcie tam poprosze". pod kanapą szuka "miała" a nie "miał". pan który kuje w sąsiedztwie, to "kukuł", a w kątach mieszkają "gałgany" i tadek je odkurza. pije nie wylewa. albo wylewa nie pije. maluje się moim tuszem do rzęs. już nie śpi w łóżeczku dla dzidzisiów tylko w doroślackim. umie otwierać zabezpieczenia przeciwko sobie na szafkach. tradycyjnie je jajo na śniadanie i spotyka się z różnymi naszymi i swoimi znajomymi. a przede wszystkim namiętnie robi to co mu zabraniamy.
jakoś ten czas tak gna, tadek za nim, a my za tadkiem.





