strasznie się zaniedbałam. wstyd mi...
postaram nadrobić, nadgonić, dogonić tadzia.
zatem zaległa sprawa kosiarzy. jest to od dawna i niezmiennie zawód, który tadziu darzy największym szacunkiem, zaraz po śmieciarzach.
gdzieś w lipcu, w parku grabiszyńskim, po którym buszowaliśmy, natknęliśmy się na kosiarzy podczas pracy. tadziu tak do nich zagadał, że spędziliśmy razem jakąś godzinę. gadaliśmy o życiu,koszeniu, silnikach i takich tam... tadziu testował ciągniczek i kosiarki. poznaliśmy się z panami po imieniu, obejrzałam zdjęcia z wakacji w chorwacji jednego z nich, wiem ile zarabiają i ile czasu koszą ileś tam hektarów...
wieczorem, przed snem, tadek powtarzał: kosiarze ja! kosiarze ja! kosiarze ja!
od tej chwili,a może od zawsze, musi wypróbować każdą kosiarkę...
