oczy uszy i nos dookoła głowy a rąk sto

środa, 30 czerwca 2010

tad ma dwa






hiphip hura tad ma dwa!!! tak jest, w minioną niedzielę tadziu skończył 2 lata! przyjęcie rodzinne huczne i wesołe. zupa cebulowa tadkowi nie smakowała ale za to tort bardzo. zrobiłam tort, w którym zgromadziłam smaki tadzia ukochane (biszkopt migdałowy, przełożyłam morelową konfiturą, która zrobiłam z suszonych moreli rozgotowanych z cynamonem, kardamonem i lukrecją i całość polałam obłędną ilością czekolady). smakował nie tylko tadziowi, który najpierw zdmuchnął świeczkę a potem wgryzł się w niego.
po przyjęciu spakował prezenty i pojechał do dziadków testować basenik i kosiarkę. złoty chłopak.
i nastał spokój.

patyki






ostatnio głównym zajęciem tadzia w parku jest zbieranie patyków i kamieni. kamienie upycha po kieszeniach, a patyki wrzuca do wody i patrzy jak odpływają. może to robić godzinami. w naszym parku mamy taki rów z wodą wątpliwego pochodzenia, ale kamienny mostek sprawia, że nie czujemy dyskomfortu sytuacji, a rów wydaje się całkiem atrakcyjny. patyki płyną wspaniale. tylko dokąd?

taki tad








tadeusz zorientował się, że kiedy rozmawiam przez telefon moja czujność jest osłabiona. wtedy szybko robi to co niewskazane. regularnie wykonuje sobie makijaż, ale ten był wyjątkowy. koci. był z siebie bardzo dumny!

kakauko jocker


kakauko i ugryzienie komara plus bajka.

rudy



piękny ten nasz rudolf! a w lampie mucha.

zoo




pewnej niedzieli wybraliśmy się po raz pierwszy we troje do zoo. poszliśmy na piechotę, żeby zdobyć dodatkowe sprawności. po uiszczeniu 50zl znaleźliśmy się na terenie zoo, gdzie ludzi było tak dużo, że ciężko było wyłuskać spośród tłumu zwierzęta. tadziu najbardziej chyba był zadowolony ze słoni, bo były na początku. żyrafa też była w porządku. generalnie bardziej go interesowały murki, mostki, sploty krat... skupił się również na tym, żeby jak najmniej być w wózku, co było dla nas sporym utrudnieniem, bo dzieci i dorosłych zwarty szwadron pochłaniał co jakiś czas naszego uciekiniera. pogoń za tadem, teren nieznany. stres. zwierzęta te które udało nam się zobaczyć, sprawiały wrażenie smutnych. trudno im się dziwić... spory obszar zajęty przez stragany, grille, budki, baraki restauracyjno-barowe, wózki z lodami, hotdogami i balonami intensywnie "pachniał" i skupiał największą ilość ludzi. zdecydowanie za dużo, zbyt ekspansywnie i nie na miejscu.
my po cichu zjedliśmy nasze kanapki na mostku koło małpek i misiów. ta nowa część bardzo pozytywne wrażenie robi i zwierzęta jakby szczęśliwsze.
wróciliśmy również na piechotę, żeby wychodzić jakiś niesmak, który pozostał.
wniosek: nigdy więcej nie iść do zoo w słoneczną niedzielę.
a ja raczej nie lubię jednak zoo. mam wrażenie, że zwierzęta toną i komercyjnej otoczce. buu.

Always Look On The Bright Side of Life


tadeusz jest bardzo wesoły co nas bardzo weseli. ma dar rozbrajania i rozbawiania...
muszę przyznać, że mocno utrudnia to wychowywanie. hehe. zdaje się, że szelma zorientował się jak to działa. .)

piątek, 18 czerwca 2010

dom




wybudowaliśmy tadkowi dom z kartonu po okapie. najpierw my mieliśmy zabawę budując a teraz tadek ma zabawę mając dom. znosi tam różne przedmioty, jeśli czegoś nie można znaleźć to wystarczy zajrzeć do tadomku. taka baza. znalazłam tam też moje klapki japonki, tadek je ukrył tam, bo uważa, że konstrukcja takich klapek, boli stopę. jak tylko widzi mnie w japonkach krzyczy AŁA, AŁA, MAMA AŁA! i każe zdejmować. też coś.

chłopaki








fajni są. :) bardzo.
na szczęście tylko jeden z nich wpada do kałuży i wypełnia kalosze wodą.

piknik










sezon piknikowy wre. oczywiście tadeusz jest fanem pikników i zachowań piknikowych. jedzenie, bawienie pod chmurką, dzieci, psy, ciastka... trochę więcej swobody, bo mama się zagada... psy można nakarmić danonkiem, najmłodszej zabrać smoczka... gnać w dal i nie wracać, leżeć na trawie, wspinać się, na koniec być bardzo bardzo brudnym. wspaniale!

pycha!



spotkania, spacery, słońce uderzyło nam do głów! spotkaliśmy się z martą pewnego dnia. tadeusz spedził aktywnie czas na dziedzińcu mleczarni, zagadując do wszystkich zgromadzonych, do gołębi i wrót synagogi. czekoladę, co jakiś czas popijał, wykrzykując teatralnie :PYCHA, mmmmPYCHA!!!" wypił parę łyków, nie było czasu na całą. zorganizował sobie dwie krówki z sąsiednich stolików i zdaje się, że ciastko. to zwierz knajpiany...

wtorek, 8 czerwca 2010

tadek działa...


no właśnie tadeusz działa należycie, to ja się potwornie zapuściłam i pozwoliłam narosnąć plikom, emocjom, słowom, wydarzeniom... muszę rozwałkować bo uwiera. a
to maj głównie się spiętrzył. maj nie maj. tego roku ten miesiąc nie zasłużył na imię maj... to z braku słońca, z nadmiaru wody i zamyśleń nad szarym dniem i co z nim. a ja od zarania na baterie słoneczne stąd zaniedbanie, niesubordynacja i rozkawałkowanie. a tedek ze mną umknął po kątach. zatem:
jest początek czerwca, słońce świeci, wokół lata puch topoli, tadziu mówi i mówi, jest coraz doroślejszy
a w nocy ukradli mi rower.
po zastanowieniu, w trakcie żałoby po mojej gazeli, zdaje się, że to dobry moment by wydobyć się z nadmiaru nawarstwienia.
to tytułem wstępu (tłumaczenia):
tadek zaczął mówić więcej i więcej. ba, konstruuje zdania i odmienia, co mu się wcześniej tylko przytrafiało.
rano już nie mówi do nas: "oćcie", tylko "oćcie tam poprosze". pod kanapą szuka "miała" a nie "miał". pan który kuje w sąsiedztwie, to "kukuł", a w kątach mieszkają "gałgany" i tadek je odkurza. pije nie wylewa. albo wylewa nie pije. maluje się moim tuszem do rzęs. już nie śpi w łóżeczku dla dzidzisiów tylko w doroślackim. umie otwierać zabezpieczenia przeciwko sobie na szafkach. tradycyjnie je jajo na śniadanie i spotyka się z różnymi naszymi i swoimi znajomymi. a przede wszystkim namiętnie robi to co mu zabraniamy.
jakoś ten czas tak gna, tadek za nim, a my za tadkiem.