






jedynym sposobem, żeby przygotować własne przyjęcie imieninowe jest zaangażowanie tadeusza we wszelkie prace i roboty. jeśli się podejdzie do tego z odpowiednim dystansem, puści głośno muzykę gitarową a sprzątanie zostawi na ostatnią chwile to całkiem się udaje. tadzia najbardziej zafascynowało ciasto na pity. jego konsystencja jak sądzę. tworzył po swojej stronie stołu/stolnicy twory ciastowe, które ulegały wielokrotnemu rozwałkowaniu, omąkowieniu i ponownemu rozwałkowaniu, jeździły też samochodem, znacząc mąkowe ślady wszędzie. chlebki pitowe udały się znakomicie. sałatki wykonane z tadem siedzącym na blacie również. doprawiał je autorsko tadek. rodzina stawiła się licznie i hucznie bardzo. tort przybył z mamą. było głośno, smacznie i radośnie, tadek był w siódmym niebie. aż padł grubo po 21. to były bardzo udane imieniny, a w następstwie nowe słowo tadka: ciasto. plus ciastowe twory zasuszone znajduję do dziś w najdziwniejszych miejscach. czeka nas jeszcze przełożona druga część imienin. już się cieszę mamy wprawę.












































