oczy uszy i nos dookoła głowy a rąk sto

środa, 19 maja 2010

imieniny








jedynym sposobem, żeby przygotować własne przyjęcie imieninowe jest zaangażowanie tadeusza we wszelkie prace i roboty. jeśli się podejdzie do tego z odpowiednim dystansem, puści głośno muzykę gitarową a sprzątanie zostawi na ostatnią chwile to całkiem się udaje. tadzia najbardziej zafascynowało ciasto na pity. jego konsystencja jak sądzę. tworzył po swojej stronie stołu/stolnicy twory ciastowe, które ulegały wielokrotnemu rozwałkowaniu, omąkowieniu i ponownemu rozwałkowaniu, jeździły też samochodem, znacząc mąkowe ślady wszędzie. chlebki pitowe udały się znakomicie. sałatki wykonane z tadem siedzącym na blacie również. doprawiał je autorsko tadek. rodzina stawiła się licznie i hucznie bardzo. tort przybył z mamą. było głośno, smacznie i radośnie, tadek był w siódmym niebie. aż padł grubo po 21. to były bardzo udane imieniny, a w następstwie nowe słowo tadka: ciasto. plus ciastowe twory zasuszone znajduję do dziś w najdziwniejszych miejscach. czeka nas jeszcze przełożona druga część imienin. już się cieszę mamy wprawę.

poniedziałek, 10 maja 2010

priv huśtawka





dziadek mirek do północy pracował i postawił w ogrodzie huśtawkę dla tadzia. jest drewniana i bardzo malownicza, stabilna i praktyczna. tadek pokochał całym sercem i dziękował dziadkowi jak umiał. no to kto pohuśta? byle wysoko i długo!!!

po drzewach







wszystko w porządku byle się wspinać. to mogą być drzewa. etap z obstawą i drabiną ale fascynujący. nie wiemy tylko czemu tadek wrócił po grabki (zielone) i stukał grabkami w drzewo. taki rytuał. trwał dosyć długo aż drabina ścierpła i ręce w oczekiwaniu na ratunek omdlały. zgodził się zejść i nie walić grabkami, kiedy obiecaliśmy podstawić taczkę pod drzewo. taryfa dzienna!

buty






tadeusz nigdy nie odmawia sobie przymierzenia butów gości. a to frajda.

a kuku wizyty










no właśnie jakoś sobie musimy radzić towarzysko. spotykać z przyjaciółmi i znajomymi bardzo potrzebujemy-chcemy. więc spotykamy tadek też, który to jest w centrum zainteresowania bo tak potrzebuje-chce. na szczęście da się gdzieś tam pomiędzy akuku a gonitwą czy wyrywaniem przedmiotów naszych gości, ratowaniem tadka, spod parasolek, spod stołów znad czekolady.
chyba jednak się da bo wciąż się udaje spotkać i jednak pogadać. o.

poniedziałek, 3 maja 2010

makeUp


tadek wykradł moje sprzęty do makijażowania się i po cichutku wykonał sobie makeUp. wiedział jak bo towarzyszy mi codziennie podczas tej czynności.
zadumałam się... ale zaraz zapomniałam i na placu zabaw zorientowałam się, że tadek wygląda trochę inaczej niż reszta dzieci. trochę jak poturbowany indianin na wojennej ścieżce. chyłkiem zgarnęłam tadka i poszliśmy ganiać gołębie to było bardziej uzasadnione.

majufka






łikend nie taki aż długi majowy. było spokojnie, było towarzysko. jednego z poranków upiekliśmy z tadkiem ciasteczka sezamowe, załadowaliśmy się na wózek i poszliśmy w odwiedziny. po drodze kupiliśmy białe wino i lody. kama zrobiła mix bananów z kardamonem. zestaw wspaniały. majowy i wakacyjny. tadek oczywiście narobił ambarasu i zamętu. gitara schowała się za książkami i tam przeczekała cały nasz pobyt. w popłochu zebrane drobiazgi przetrwały, o reszcie nie wszystko wiadomo. na koniec tadek musiał chodzić tylko w rajtuzach, bo dwie pary spodni skasował. oczywiście nie chciał spać. lodów nie zjadł, na koniec krecik nas uratował.
to był bardzo dobry łikend nie taki aż długi majowy.

motor



stało się!!! tadeusz miał bliskie spotkanie z motorem i kaskiem motocyklowym. był tak przejęty, że tylko przełykał ślinę, nic nie mówił. potem dużo myślał.

laughing yoga







co dwa tygodnie śpi u nas sefciu. przychodzi zazwyczaj kiedy tadek już śpi, więc kiedy o świcie przybywamy do kuchniopokoju tadek na widok sefcia nie posiada się z radości. tadek jest towarzyski i gościnny. tym razem śniadanie było bardzo zabawne. po obowiązkowych jajach na miękko była niespodzianka czyli laughing yoga. tadek był zafascynowany. ja prawie umarłam ze śmiechu. no w końcu o to chodzi. czy na przeponie można mieć zakwasy?

picie


okazało się, że picie wody z kubeczka albo z filiżanki to wspaniała zabawa. tadkowi idzie bardzo dobrze. ciecze już nie wylewają się na dekolt, tylko zostają przełknięte z sukcesem. jednak jeszcze wciąż pracujemy nad tym co się wydarza po paru udanych łykach. woda się nagle rozlewa a filiżanka się tłucze. z czego tad jest zadowolony.
raz daliśmy tadowi kakałko w kubeczku z biedronką...
ja zrobiłam unik ale ściana nie.
tadeusz dumnie pokazuje na to efektowne murale i mówi: kakałko Ja!!!
podpisaliśmy dzieło i postanowiliśmy potraktować z należytym szacunkiem.

wiosną


tadek cieszy się wiosną jeszcze bardziej niż zimą. ja też. trawa słońce i harce. stanowimy zgrany duet, który się przemieszcza w poszukiwaniu nowych bodźców. zazwyczaj jedno z nas porusza się szybciej niż to drugie i sieje zamęt. poza tym okupujemy huśtawki... z nowych słów: duża, idzie, koparka...